Twoja pasja do motoryzacji zaczyna się tutaj

Bugatti Divo na horyzoncie

Bugatti pracuje nad kolejnym superautem – jeszcze szybszym, droższym i bardziej ekskluzywnym od Chirona. Przygotujcie się na Divo.

Na cześć Alberta Divo

Kierowca wyscigowy Albert Divo

Podobnie jak w przypadku Chirona i Veyrona nowy model również w nazwie będzie miał francuskiego kierowcę wyścigowego. Albert Divo triumfował dwukrotnie w latach 20. w słynącym z serpentyn wyścigu Targa Florio. Aby uhonorować ten wyczyn, Bugatti ma słynąć z wyjątkowych właściwości jezdnych i zwinności w zakrętach.

Chiron jest sprinterem, Divo ma być super sprinterem

Trudno to sobie nawet wyobrazić, ale nowy klejnot z Molsheim ma przyspieszać do setki w jeszcze krótszym czasie niż Chiron, który potrzebuje na to zaledwie 2,5 s. Niższa będzie za to prędkość maksymalna – ok. 385 km/h (wobec 420 km/h Chirona).

Producent obiecuje lekką aerodynamiczną konstrukcję (redukcja masy), udoskonalone zawieszenie i nową skrzynię biegów o sportowej charakterystyce. Już pojawiły się spekulacje, że może to oznaczać poważne zakusy Bugatti na ustanowienie rekordowego okrążenia dla aut produkcyjnych na torze Nurburgring.

Wygląd to niewiadoma

Divo

Stylistycznie Divo będzie nawiązywać do linii pojazdów z początku istnienia marki. Tyle wiadomo. Można spodziewać się tylko, że auto będzie wyraźnie różniło się od zwykłego Chirona.

Bez 5 milionów euro nie podchodź

Produkcja zostanie ograniczona do zaledwie 40 egzemplarzy (choć być może to się jeszcze zmieni), a cena bazowa za sztukę wyniesie 5 milionów euro. To ponad dwukrotnie więcej od Chirona w momencie debiutu (2 400 000 euro). Z taką ceną Divo automatycznie wskakuje na czołowe miejsce listy najdroższych aut na świecie. Wyprzedzając na niej m.in. Astona Martina Valkyrie i LaFerrari Aperta.

Bugatti Divo światło dzienne ujrzy 24 sierpnia podczas imprezy motoryzacyjnej Quail, A Motorsports Gathering w Kalifornii. Im bliżej tej daty, tym więcej informacji będzie wypływać do publicznej wiadomości. Zapowiada się gorące lato.

 

 

Zdjęcie: carscoops.com

Komentarze