Twoja pasja do motoryzacji zaczyna się tutaj

Mechanik (#felieton)

Z twarzoczaszki Mariana można było wyczytać, że kiedyś z pewnością chodził po rozżarzonych węglach, aż w końcu się przyzwyczaił i uodpornił na ból. Poza tym zero emocji.

Gdyby w telewizji powiedzieli, że za 2 godziny nastąpi koniec świata, Marianowi nawet rzęsa by nie zadrgała, żyłka na szyi się nie napięła, powieka nie poruszyła. Po prostu przeszedłby nad tym faktem do porządku dziennego i wrócił do grzebania w silniku.


Marian lubił wyzwania. Uszkodzony układ wtryskowy w Lagunie 1.9 dTi, czy złuszczona pompa wysokiego ciśnienia w Fordzie Mondeo 2.0 TDCi nie robiły na nim wrażenia. Niejeden mechanik przeżyłby załamanie nerwowe mając znowu do czynienia z pompowtryskiwaczami z 2.0 TDI, ale nie Marian. Do usterek podchodził z zapałem jak Grycanka do kanapek z nutellą.

Nie do końca mieścił się w typologii najczęściej spotykanych mechaników na świecie. Nie był nadmiernie komunikatywny (bo ważył słowa). Nie palił (bo rzucił). Nie nosił wąsa (bo zgolił). Nie był młody (bo pamiętał czasy bitwy pod Kircholmem). Daleko mu było do pedanta. Ten raczej uznałby jego warsztat za dowód na istnienie czarnych dziur, w których dochodzi do zaburzenia czasoprzestrzeni i znikają przedmioty.

One jednak nigdy nie znikały, zawsze były na swoim miejscu. Marian dobrze o tym wiedział i na pytanie Huberta Urbańskiego w finale gry o milion, gdzie leży nakrętka mocująca sworzeń wahacza do Tico, z którą miał do czynienia 1,5 roku temu, odparłby zgodnie z prawdą, bez potrzeby korzystania z koła ratunkowego: „górna szafka po lewej, druga półka, czwarty słoik obok trytytek”. Taki właśnie był Marian. Odnajdywał się w garażowym chaosie lepiej niż Predator w południowoamerykańskiej dżungli.

Marian był oryginałem. Jeśli przeklinał, to wyłącznie po włosku. Miał również swój codzienny rytuał – podobno przed rozpoczęciem pracy trzykrotnie obchodził swój kanał. Mówił, że to na szczęście. I chyba coś w tym było, ponieważ ci, którzy trafiali do jego warsztatu ze swoimi pojazdami, opuszczali go najczęściej zadowoleni. Marian z całym swoim dziwactwem był bowiem niezłym mechanikiem. Ja poznałem go zbyt późno, gdy szykował się już do przejścia na emeryturę.

Nowy cykl Projektu Warsztat, który startuje od września w TVN Turbo, to w pewnym sensie poszukiwanie takiego „idealnego Mariana” mechanika oraz warsztatu samochodowego, któremu można powierzyć swój samochód. Eksperci ProfiAuto odwiedzą 5 wybranych miejsc w Polsce i pomogą mechanikom dopasować się do zmieniającego się rynku i coraz większych oczekiwań klientów. Pierwszy odcinek nowej serii rozpocznie się już 2 września,
o godzinie 10 30. Serdecznie zapraszam!

 

Przeczytaj też felieton: Nocna przejażdżka

Komentarze