Twoja pasja do motoryzacji zaczyna się tutaj

Nocna przejażdżka (#felieton)

Gdy po północy twój sąsiad spod czwórki rozbija schabowego na niedzielny obiad, masz tylko dwa wyjścia: możesz oskalpować go tępym przycinakiem do linoleum albo wybrać się na przejażdżkę. Ja, nie wiedzieć czemu, zawsze wybieram tę drugą opcję.

nocna jazda autem

Jadę jak na autopilocie. Niemal z zamkniętymi oczami. Pierwsza w lewo na światłach, w prawo obok Planety. Potem mały oes: przystanek autobusowy, park i Przychodnia Zdrowia. Za znakiem do centrum odbijam na zachód. Na Zachodzie bez zmian, więc zawracam na rondzie. Przychodnia, park, przystanek, Planeta. Slow driving niczym w reklamie Mazdy. Ktoś mógłby pomyśleć, że się zgubiłem i kluczę. Ktoś inny, że jestem kierowcą Ubera, który przyjął zgłoszenie i został wystawiony do wiatru. Z pewnością tak to wygląda z zewnątrz. A ja tylko porządkuję myśli, które zaczynają układać się w obrazy. Bardziej w klimacie Dalego niż Matejki.

Jest rok 2021. Na ulicach rządzą SUV-y. Salony samochodowe prześcigają się w ich promocji. Wtóruje im Provident z ofertą szybkiej pożyczki gotówkowej na SUV-a dla matek samotnie wychowujących dzieci. Dla wędkarzy. Dla speleologów. Dla smakoszy jarmużu. SUV dla każdego.

W telewizji innych spotów nie uświadczysz. Bob Dylan tworzy pierwszy na świecie gitarowy riff inspirowany SUV-em na prąd. W Hollywood powstaje serial komediowy „SUV w wielkim mieście” z Cadillakiem Escalade w roli głównej. „Szybcy i wściekli” przesiadają się do SUV-ów specjalnie na tę okazję podrasowanych. Rząd polski rezygnuje z dotacji projektu Syreny i postanawia zbudować SUV-a na miarę naszych czasów. Nawet Sergio Marchionne łamie się w końcu i ogłasza w mediach, że Ferrari też wyprodukuje SUV-a. Najszybszego na świecie. Bentley ze swoją Bentaygą niech się schowa w kąt.

W zorganizowanej na żywo debacie publicznej „Warto rozmawiać” ostatni niepokorni muszą odpierać wySUVane argumenty fanatycznych wyznawców, które są jednak bardzo emocjonalne i trudno z nimi polemizować. Co gorsza, prowadzący rozmowę jest stronniczy – sam jeździ SUV-em produkcji niemieckiej. Bastion obrońców kombi ostatecznie upada za sprawą pani Haliny z Kowar, na co dzień kontrolera jakości dywanów, która wypowiada sławetne zdanie: „jeśli chcesz być cool, mentos to za mało”.

Spoglądam na zegarek. Wskazuje 01:01, jakby na potwierdzenie tezy, że świat jest rozkładem zero-jedynkowym. Obrazy przeSUVają się w głowie i znikają w próżni. W tej jednej chwili wszystko sprowadza się do pedału gazu i hamulca. Staram się ich nie nadużywać. Moją mantrę stanowi powtarzany na głos dźwięk silnika. Na wydechu brzmi trochę jak buddyjskie Om. Swoją drogą, gdyby Budda żył współcześnie, to czy jeździłby SUV-em? Oto jest pytanie.

Wracam do domu.

ms

 

Zdjęcie: photopin.com

Komentarze