Menu

Daihatsu Terios – japoński mini SUV

29 czerwca 2015 , , , , Komentarze:

Terios jest jak egzotyczny owoc durian – nie grzeszy popularnością i smakuje specyficznie. To samochód, który wzbudza ciekawość na drodze podobną do tej, jaką wywołuje połykacz ognia w cyrku. Widzisz go pierwszy raz na oczy i nachodzi cię filozoficzna refleksja o złożoności wszechświata, wielkiej osobliwości i czarnych dziurach. Zapraszam na garść wrażeń i krótką relację z jazdy.

Terios1

Tytułem wstępu: jest rok 1997. W konkursie na samochód roku zwycięża Renault Megane Scenic, FSO rozpoczyna produkcję Lanosa, a w Japonii powstaje Daihatsu Terios. To właśnie z pierwszej generacji pochodzi model (rocznik 1998), który wpadł mi w ręce. Pod maską pracuje fabryczna czterocylindrowa benzynowa jednostka 1.3 16V o mocy 82 KM. Terios nie posiada reduktora, ma za to stały napęd 4×4 z możliwością blokowania centralnego mechanizmu różnicowego w pakiecie. Jego obecny właściciel, ukryty miłośnik zespołu The Gas Band, samochód po zakupie od razu zagazował.

Terios9

Terios7

Terios nie jest piękny

Terios5

Niektórzy lubią zaokrąglone kształty, inni kanciaste, a jeszcze inni mają to gdzieś. Do tych ostatnich należą twórcy Teriosa, którzy mieli głęboko w poważaniu design, harmonię, poczucie estetyki czy subtelności wynikające z zakrzywienia maski. I wyszło jak wyszło. Terios pierwszej generacji w konkursie piękności byłby bez szans. Nawet jeśli za rywali miałby Renaulta Koleosa czy SSangYong Rodiusa. Nawet jeśli w jury zasiadałby Steve Wonder, a karty do głosowania drukowałby osobiście znany z piłkarskich przekrętów Fryzjer. Terios po prostu nie jest piękny i nic na to nie możemy poradzić. Na szczęście, jak głosi stare indiańskie przysłowie: wygląd nie jest najważniejszy. Liczy się wnętrze, spryt i kocia zwinność.

Terios nie jest duży

Terios13

Samochód był budowany z myślą o rynku azjatyckim, dlatego nie ma się co dziwić, że wewnątrz jest równie przestronnie, co w czołgu. Nie oznacza to jednak, że miejsce w kabinie zajmuje się na wcisk i uprzywilejowany jest tylko człowiek-guma. Jeśli nie jesteś koszykarzem, a Twoje ego nie ma rozmiarów Pałacu Kultury – to zmieścisz się bez problemu. Auto jest wąskie i dosyć wysokie – przez to ma się wrażenie, że z każdym bocznym podmuchem wiatru złoży się jak origami. A my razem z nim.

Widoczność zza kierownicy jest niezła. Siedzi się jak na wyściełanym krześle z epoki
u cioci na imieninach, z tą różnicą, że krzesło jest mobilne i w każdej chwili można opuścić imprezę.

Skrzynia biegów wymusza częstą zmianę przełożeń. Masz wrażenie, jakbyś cały czas mieszał patykiem w wiadrze pełnym piasku. Na dłuższą metę jest to męczące, szczególnie kiedy poruszamy się po mieście albo wolno suniemy w korku. W żargonie miłośników gry w tenisa powszechna jest przypadłość zwana łokciem tenisisty. A jak nazwać nadwyrężenie dłoni od częstego wachlowania drążkiem?

Terios11

Deska rozdzielcza Teriosa to wyspa niezamieszkała. Takie Honsiu, tylko z jedną palmą pośrodku. Żadnych zbędnych guzików, przełączników, pstrykaczy. Dla niektórych to minus, dla mnie plus. Nic nie rozprasza uwagi podczas jazdy. I wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Na przykład: szyberdach.

Terios14

Jest też popielniczka – jeśli ktoś rzucił palenie, to być może to powód, by wrócić do nałogu.

Terios18

Gałka zmiany biegów jest lodowato zimna. Tak mogłaby wyglądać miniaturowa piłka lekarska, gdyby wykonać ją z innego materiału niż skóropodobny syntetyk.

Terios8

Terios nie jest szybki

Terios10

Zagazowany Terios również. Wciskam pedał gazu do końca i nic się nie dzieje. Co najwyżej wieje nudą jak w pewnym filmie o hydrauliku, który przyjął zgłoszenie o zatkanym zlewie w kuchni od niemieckiej pensjonariuszki. Główny bohater pakuje do bagażnika gumowe rękawiczki, dyszę do czyszczenia rur oraz ogromny udrażniasz, a następnie przez pół godziny jedzie przez pusty księżycowy krajobraz. A gdy jest już na miejscu, to okazuje się, że pomylił adresy. Krytycy nazywają to artystycznym eksperymentem, chociaż tak naprawdę to zwykłe marnotrawstwo czasu. Z Teriosem jest podobnie. To japoński melodramat bez szans na dynamiczny rozwój akcji. Reakcja na gaz następuje po dwóch dekadach, a przyspieszenie do setki to proces, który trwa dłużej niż seks tantryczny Stinga.

Przyjemność z adrenaliną pojawiają się dopiero, kiedy zjeżdżam z drogi szybkiego ruchu na trawiaste bezdroża i sporych rozmiarów łąkę. Dodajmy: cudzą (stąd ta adrenalina). Terios bez problemu pokonuje nierówności, a realizowany stale napęd 4×4 ma szansę wreszcie się wykazać. Sztywny most ze sprężynami zapewnia dodatkową atrakcję.

Terios2

Teriosem można także zdobywać ogródki działkowe (robić tzw. wjazd na działkę) i podjeżdżać do Lidla od tej bardziej stromej strony. W mieście nie trzeba przejmować się krawężnikami, a manewr parkowania, z racji rozmiarów auta, jest prosty jak długa prosta na Ostrołękę (#101 sposobów wykorzystania Teriosa).

Terios nie jest dla każdego

Terios6

W 1998 roku dziennikarz z Man and Motors robił test Teriosa, w którym porównywał go z Jeepem Grand Cherokee i SsangYong Korando. Całą recenzję małego japończyka zbudował wokół jednego angielskiego słowa: ‘funny’. Określenie to dzisiaj jest jeszcze bardziej aktualne – Terios na tle nowoczesnych i potężnych SUV-ów prezentuje się wyjątkowo niepozornie i śmiesznie. Jest łatwym obiektem do hejtu i krytykowania. Tym wszystkim jednak, którym uda się przetrwać odruch pierwszego wrażenia i przemóc strach przed surowością wnętrza, pojazd odwdzięczy się niską awaryjnością. Jeśli wierzyć jego właścicielowi – auto było regularnie serwisowanie w warsztatach samochodowych i na przestrzeni 3 lat codziennego użytkowania nigdy go nie zawiodło.

 

 

Komentarze

Najczęściej oglądane filmy

Kalendarium ciekawostek

Produkacja Renoult 4CV

Archiwum

  Starsze miesiące  

Lokalizacje ProfiAuto

Redakcja

Marcin ProfiAutor
Dobry, zły i brzydki. Kolekcjoner wrażeń. W wolnym czasie napada na banki, wykoleja pociągi i pojedynkuje się. Szczęśliwy posiadacz plakatu z Aston Martinem DB5, dzięki któremu czuje się prawie jak James Bond.