Twój blog motoryzacyjny

Plusy ujemne progów zwalniających

Jedziesz sobie bezpiecznie drogą, zgodnie z przepisami, nikomu nie wadząc, aż tu nagle pojawia się znienacka bruzda na jezdni wielkości zapory w Solinie. Wszystko, co jesteś w stanie zrobić w tej jednej chwili, to zamknąć oczy i mieć nadzieję na miękkie lądowanie.

speedbump

Lokalna droga, spokojna okolica i trzy progi zwalniające, których jeszcze wczoraj tu nie było. Tak jest w wielu miastach i miasteczkach. Wystarczy wsiąść do samochodu i przejechać się po okolicy. Progi zwalniające i podrzutowe powstają w okresie letnim jak grzyby po deszczu i mają różne rozmiary. Nie wszędzie są dobrze oznakowane. Spełniają swoją funkcję, bo spowalniają samochód, jednocześnie testując zawieszenie i szerokość prześwitu naszego auta. O wytrąceniu z płynnej jazdy i zaburzeniu pracy soków trawiennych w żołądku nie wspominając.

Należę do tej części ludzkości, która podchodzi z dystansem do sztucznych wybrzuszeń na drodze. Nie darzę progów zwalniających szczególną sympatią i nie do końca przemawia do mnie ta forma bezpieczeństwa ruchu drogowego. Właściwie to bardziej nie znoszę tylko tatara z łososiem. Rozumiem, że są miejsca, które z dziwnych powodów niektórzy traktują jak niemiecki autobahn – potrzeba zainstalowania spowalniacza w takiej przestrzeni jest naturalnym rozwiązaniem. Najczęściej jednak logika ich rozmieszczenia jest pokrętna i trudna do ogarnięcia, jeśli nie jest się stałym członkiem Mensy i nie posiada dyplomu z ukończenia kursu z audytu bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Inną kwestią jest ich wysokość. Mam wrażenie, że tutaj panuje wolna amerykanka, a osoby odpowiedzialne za projekt takiego progu inspirację czerpią wprost z konnego toru przeszkód na warszawskim Służewcu lub, co najwyżej, z gry Rising Cities lub jakiejś innej symulacji. Według zasady: im więcej utrudnień dla kierowcy, tym bezpieczniej. Do dzisiaj pamiętam jedną taką budowlę, która powstała w Niepołomicach tuż obok zamku i przez jakiś czas straszyła mieszkańców. Można było ją pokonać jedynie Monster Truckiem, ale nie każdy o tym wiedział. Próg przy ratuszu w Lęborku (podobno teraz już jest niższy) to ten sam kaliber absurdu.

A tu przykład z Florydy:

 

Bardziej pod górkę mają tylko właściciele japońskich aut w stylu shakotan i bosozoku, tuningowanych JDM-ów, maksymalnie zglebionych i płaskich jak płaskowyż Nazca. Miłośnicy ścierania gwintem asfaltu należą co prawda do mniejszości wśród użytkowników polskich dróg, ale jest ich całkiem sporo na świecie, mają swoje fankluby, stowarzyszenia i przynajmniej raz na ruski rok przemieszczają się z punktu A do punktu B, jadąc na zlot. Każdy taki wyjazd musi przypominać operację logistyczną na miarę działań wojsk NATO i być poprzedzony wielotygodniowym studiowaniem trasy dojazdu i monitoringiem stanu dróg oraz nierówności na jezdni.

Ostatecznie i tak kończy się na urwanych tłumikach, uszkodzonych zderzakach i dziurawych jak sito miskach olejowych. Podobno ci najbardziej hardkorowi, z bezkompromisowym podejściem do niskiego zawieszenia, wracają do domów z porysowanymi lusterkami, bo przecież nie da się całkowicie uniknąć skręcania. W ich wypadku spotkanie na drodze ‘śpiącego policjanta’ jest już barierą nie do przejścia. Dosłownym końcem świata. Dlatego jestem pewien, że na twórcę patentu: „jak perfekcyjnie pokonywać progi zwalniające autem, którego koła znajdują się na wysokości dachu” czekają miliony, wieczna sława, Oscar za pomysłowość i pomnik trwalszy niż ze spiżu.

 
Źródło zdjęcia: bellworkwear.com


Sieć ProfiAuto zrzesza już ponad 1600 partnerów w całej Polsce. Należą do niej najlepsze sklepy oraz hurtownie motoryzacyjne. W naszej sieci znajdziesz także w pełni wykwalifikowanych i doświadczonych mechaników samochodowych, którzy naprawią awarię szybko i sprawnie. Wszystkie warsztaty samochodowe posiadają nowoczesne rozwiązania technologiczne tak, aby diagnoza usterki trwała jak najkrócej.

  

Sprawdź bezpłatnie stan techniczny Twojego samochodu! >>

Komentarze