Twoja pasja do motoryzacji zaczyna się tutaj

Aston Martin Lagonda – tak brzydki, że aż piękny

Lata 70. nie są zbyt dobre dla świata. Szczególnie rok 1974. Panuje kryzys finansowy, spowodowany przez gwałtowny wzrost cen ropy naftowej na rynkach światowych, panoszy się inflacja. Tę gospodarczą destabilizację odczuwa także Aston Martin, marka o ugruntowanej już pozycji wśród producentów sportowych aut.


Ranking awaryjności aut. Raport 2017 wg polskich mechaników.

  


Pojawia się plan wyjścia na prostą, a kluczową rolę ma w nim odegrać Brytyjczyk William Towns, który wcześniej pracował dla Rovera. Postawiono przed nim zadanie zaprojektowania ekskluzywnej limuzyny, która ożywiłaby branżę motoryzacyjną. Bo jak wiadomo, konsumpcja wcale nie musi spadać w czasach kryzysu. W przypadku towarów luksusowych, takich jak samochody, często jest wręcz przeciwnie. Aston Martin postanowił tę ekonomiczną prawdę wykorzystać.

I tutaj są dwa, niepotwierdzone jak dotąd wydarzenia, które musiały nastąpić. William w poszukiwaniu inspiracji odwiedził muzeum Pablo Picassa. Tako rzecze pierwsza wersja. Według drugiej, bardziej prawdopodobnej –  zanim tam się udał, uczestniczył w imprezie, która przeszła do historii jako największy melanż od czasów, kiedy to alchemik Keith Richards z The Rolling Stones wciągnął nosem pół kilo koksu i zapił to wszystko sokiem z arbuza. Biały proszek wchłaniano wszystkimi otworami, nikt nie przejmował się poprawnością polityczną, a call girls nie nadążały z odręcznym dzieleniem porcji – karty bankomatowe nie były bowiem tak popularne jak obecnie. Między trzecią a czwartą narkotykową sesją, dryfując na materacu w basenie pełnym śniegu, Bill doznaje objawienia, słyszy głosy z kosmosu, a w jego głowie rodzi się pierwszy szkic Lagondy. I nie przypomina on nic powszechnie istniejącego. Jego pomysł jest oryginalny jak Statua Wolności i wyrazisty jak dykcja Krystyny Czubównej. Bill chwyta za pióro i rysuje pojazd o geometrycznej strukturze i ostrych jak brzytwa krawędziach.

aston-martin-lagonda-series-2-photo-228333-s-1280x782

lagonda_exterior

1989_aston_martin_lagonda

lagonda_exterior_mk2

Lagonda powstaje w latach 1976-1990 w liczbie 645 egzemplarzy (wśród nich także modele z wydłużonym rozstawem osi), co oznacza, że łatwiej o bliskie spotkanie trzeciego stopnia z istotami o wyłupiastych oczach i odstających czułkach w miejscu uszu niż ujrzenie jej na żywo. Limuzyna jest ekstrawagancka jak Kościół Latającego Potwora Spaghetti, luksusowa (posiadała cyfrowe wyświetlacze oparte na diodach LED, wysokiej klasy sprzęt hi fi, kolorowy telewizor i odtwarzacz video, drewniane wykończenia, skórzaną tapicerkę) i kosmicznie droga. Cenowo mogą z nią rywalizować jedynie Rolls-Royce i Bentley Mulsanne.

lagonda_interior

aston-martin-lagonda-01
Samochód jest również ogromny – ma 5283 mm długości. To więcej od Dodge’a Magnum (5022 mm),  Forda Taurusa III w kombi (5070 mm), CLS-a shooting brake… i większości innych wagoniastych aut, które widzicie na co dzień na drogach. To więcej niż niejedna kawalerka zbudowana w ramach programu „rodzina na swoim”. Pod maską schowano silnik V8 o pojemności 5340 cm³, mocy, w zależności od wersji, nawet 310 KM i momencie obrotowym rzędu 430 Nm. Wóz osiągał setkę w 8,5 sekundy i rozpędzał się do 230 km/h.

Największe wrażenie robi jednak Lagonda w wersji shooting brake z 1987 roku. Powstała na specjalne zamówienie, w zaledwie  jednym egzemplarzu. Ma w sobie turpistyczny wdzięk i paradoksalnie może się podobać. Gdyby ją lekko przerobić i odpowiednio obkleić, stałaby się najoryginalniejszym karawanem w całym uniwersum. Dom pogrzebowy: Na wschód od Edenu. Hasło: Niepowtarzalny pochówek (makijaż w standardzie).

aston-martin_lagonda_v8_shooting-break_87_04

aston-martin_lagonda_v8_shooting-break_87_03

aston-martin_lagonda_v8_shooting-break_87_02

aston-martin_lagonda_v8_shooting-break_87_01

Lagonda świata nie podbiła, została za to uznana przez Bloomberg Businessweek za jedno z najbrzydszych aut ostatnich 50 lat. Time Magazine poszedł jeszcze dalej umieszczając Lagondę wśród 50 najbrzydszych aut wszech czasów. Z etykietą „mechanicznej katastrofy” stanowi po dziś dzień samochodowe kuriozum, które wywołuje bardzo różne reakcje.

 

Źródło zdjęć: encarsglobe.com, cartype.com, astonmartin.com, cars-database.com


Sieć ProfiAuto zrzesza już ponad 1600 partnerów w całej Polsce. Należą do niej najlepsze sklepy oraz hurtownie motoryzacyjne. W naszej sieci znajdziesz także w pełni wykwalifikowanych i doświadczonych mechaników samochodowych, którzy naprawią awarię szybko i sprawnie. Wszystkie warsztaty samochodowe posiadają nowoczesne rozwiązania technologiczne tak, aby diagnoza usterki trwała jak najkrócej.

  

Sprawdź bezpłatnie stan techniczny Twojego samochodu! >>

Komentarze